Tuesday, 22 July 2014

(Not) Meant For a Bun.

Matthew Koma, Zedd - Spectrum (Acoustic Version)
 

 
'Breathing you in when I want you out
Finding our truth in a hope of doubt
Lying inside our quiet drama'
 

Wow, nadeszła ta wiekopomna chwila... Zrobiłam sesję w związanych włosach! Jeśli chodzi o mnie, to naprawdę rzadko spotykany widok. Mam tak właściwie od zawsze. W czasach przedszkolnych uciekałam gdzie pieprz rośnie na widok spinek, gumek czy wszelkich opasek, tłumacząc się, że "zimno mi w uszy" (małe dzieci potrafią być bardzo kreatywne, ze mną nie mogło być inaczej). W późniejszym etapie rozwoju w pewnym stopniu przekonałam się do drobnych domowych zabiegów fryzjerskich, czyt. kitków, koków itp. (do warkoczy nigdy się nie przekonałam i wciąż sceptycznie do nich podchodzę). W rozpuszczonych włosach zazwyczaj czułam się pewniej, "chowałam się" za nimi.
Ostatecznie jednak zdecydowałam się zrobić koka na sesję. Jeszcze w domu byle jak związałam włosy, by na spokojnie zjeść obiad, bez polowania na tony kosmyków w talerzu (znacie ten ból?). Jak na złość, fryzura zrobiona "na odwal" zazwyczaj jest tą najbardziej udaną. Uświadamiamy sobie to jednak po fakcie. Tym razem nie mogło być inaczej... Kolejne pięć prób nie dało nawet w 50% tak fajnego efektu jak ten pierwszy, byle jak zrobiony. Gdy w końcu przy kolejnym podejściu wygląd moich włosów w miarę mnie zadowolił, zaatakowałam je sporą dawką lakieru. Przezorny zawsze ubezpieczony? Jak się później okazało, niekoniecznie w moim przypadku. Dość silny wiatr i sama droga do parku oliwskiego w Gdańsku, gdzie były wykonane te zdjęcia, doszczętnie zniszczyły to, co w domu jeszcze od biedy mogłam nazwać kokiem. Nawet reanimacja na miejscu moim zdaniem niewiele dała. Widać nie jestem stworzona do koków...

 
ph. Radek R.
 
| Facebook | Lookbook | Instagram |

Friday, 18 July 2014

Summer Strapless Dress.

Coldplay - Magic
 

 
'And I just got broken
Broken into two
Still I call it magic
When I'm next to you'
 
 
Kiedyś bardzo rzadko nosiłam sukienki. Nigdy nie mogłam znaleźć idealnej na lato, jak typowej kobiecie zawsze mi coś w każdej nie pasowało. Aż w końcu trafiłam na tę jasno jeansową (nie białą! chociaż z pozoru mogłoby się wydawać, że właśnie taka ona jest). Wcześniej nie byłam zbytnią entuzjastką sukienek bez ramiączek - uważałam je za mało, o ile w ogóle, praktyczne. Ta jednak okazała się zupełnie inna. Lekka, krótka, przewiewna, w niewielkim stopniu przylegająca do ciała - wprost idealna na takie upały, jakie w końcu nam się trafiły. I dodatkowy plus: brak ramiączek zapewnia równomierną opaleniznę na dekolcie. Dobrałam do niej sandały na koturnie oraz moje ukochane okulary przeciwsłoneczne. Teraz nawet 30 stopni w cieniu mi niestraszne ;)
 
PS. Od wczoraj jest możliwość obserwowania ANNFFASHION przez Bloglovin'!

 
ph. Radek R.
 



Tuesday, 15 July 2014

High Emerald Wedges.

Tep No - If Only You Knew
 

 
'Let's be, high and awake, so we can see the sun
Brighten the day, cuz you're the only one
Who can make it ok, you got the spirit inside'
 
 
Przygotowania do balu gimnazjalnego są czymś zarówno wspaniałym, jak i niezmiernie męczącym. Mogłam się o tym przekonać rok temu, gdy kończyłam trzecią klasę gimnazjum. Najtrudniejszy był dla mnie wybór butów. Sklepy oferowały szpilki/koturny dosłownie w każdym kolorze, jaki można sobie wymarzyć. Oczywiście oprócz tego konkretnego, którego szukałam. W końcu jednak trafiłam na te, które w 90% spełniały moje oczekiwania - zielone (szmaragdowe?) koturny z beżowym paskiem, obcas 12,5 cm. Ale nie o wyborze butów zamierzam dzisiaj opowiadać, a o tym, co działo się z nimi później.

 
A więc gdzie mogły trafić tak ekscentryczne (a przynajmniej jak na mnie) buty? Jak zapewne nietrudno się domyśleć... do szafy. I podobnie jak spora część moich rzeczy przeleżały tam ponad rok. Jakiś czas temu stwierdziłam, że wypadałoby je ubrać choć dwa razy w życiu. Postanowiłam pokazać je na blogu. Tylko z czym je połączyć? Pełna nadziei otworzyłam szafę, ale... równie szybko mój zapał wyparował. To zbyt kolorowe, zbyt jaskrawe, to nie ten odcień. Zaczynałam powoli tracić nadzieję, lecz metodą prócz i błędów udało mi się z nimi stworzyć ten look. I tak o to powstała moja pierwsza stylizacja układana pod kątem butów, a postanowienie o założeniu ich ponownie chociaż raz - wykonane! I, o dziwo, zapowiada się, że jeszcze nie raz je ubiorę :)
 
  
ph. Radek R.
 

Thursday, 10 July 2014

Little Red Forgotten Bandana.

Foxes - White Coats
 

 
'Take my hand and lead me out from here
Hunted down, their footsteps drawing near
I knew you would come for me
I’m sorry you’re in so deep'
 

Pamiętacie jakim hitem były kiedyś bandanki? Jakieś dwa lata temu na każdym kroku można było je spotkać. Dosłownie w s z ę d z i e. Na różne sposoby zawiązane na głowie, obwiązane na szyi czy też nonszalancko wystające z kieszeni spodni. Zarówno u dziewczyn, jak i u chłopaków. Wtedy również postanowiłam ulec temu trendowi. Gdy weszłam do sklepu, w którym można kupić tego typu rzeczy, uderzyła mnie różnorodność barw i odcieni. Czarne, białe, czerwone, zielone, żółte, różowe, fioletowe, we wszystkich kolorach tęczy. Jasnozielone, ciemnozielone, zgniłozielone. Błękitne, turkusowe, w odcieniu morskim, ciemnoniebieskie, granatowe. Cała gama szarości. I jak tu wybrać? Przez kilka minut jak głupia stałam przed morzem bandanek, nie mogąc się zdecydować na żadną z nich.


W końcu postanowiłam wybrać standardową - czerwoną. "Ale jedna to za mało" - pomyślałam. Obawiałam się też, że nie będzie ona do wszystkiego pasować. Tak więc po "chwili" namysłu, zdecydowałam się również na granatową. Nie do końca zadowolona z siebie, bo wciąż rozmyślając czy dobrze wybrałam, udałam się do kasy. W domu okazało się, że założenie bandanki jest trudniejsze niż by się mogło wydawać. Po uporaniu się z samym zawiązaniem, zaczęłam rozkminiać jak ją "umocować", aby po pięciu minutach nie zsuwała mi się z głowy. Okej, udało się. W pełni szczęśliwa schowałam obie do szafy i... wyjęłam po roku. W zeszłe wakacje, gdy wybierałam się na Wyspy Kanaryjskie. Tam ubrałam ją aż raz. Widocznie mnie akurat szał na bandanki nie porwał.
Gdy szykowałam się do sesji, której efekty dzisiaj Wam prezentuję, stwierdziłam że czegoś mi brakuje, z pewnością jakiegoś żywego koloru. Otworzyłam szafę i w oczy rzuciła mi się właśnie bandanka. Może warto spróbować? Tak więc włożyłam ją (dziwnym trafem było to o wiele prostsze niż rok temu ;p) i... nie uwierzycie. Po dwóch latach przekonałam się do bandanek. Chyba zgłoszę się po koronę dla mistrzyni zapłonu ;)

 
ph. Radek R.
 


Saturday, 5 July 2014

A Story of a New-Old Bag.

Jakwob - Fade ft. Maiday
 

 
'Oh, it's pretty in the sky
Such a beautiful way to die
But I want my sparkle back
Why does it always fade to black?'
 

Czy zdarzyło Wam się kiedyś podczas większych porządków znaleźć w szafie dawno zapomniane rzeczy? Założę się, że większości tak, o ile nawet nie wszystkim. Podobna sytuacja spotkała mnie kilka lat temu, kiedy to moja mama trafiła na różne torebki, sukienki oraz biżuterię z czasów swojej młodości. Po wysłuchaniu bądź co bądź interesującej, jednak odrobinę przydługiej opowieści z nimi w roli głównej, zgodnie z moimi obawami zostałam zapytana, co o nich sądzę. Naiwnie wierząc, że to załatwi sprawę, zachwycałam się tymi, co tu ukrywać,  nie do końca przypadającymi mi do gustu znaleziskami. Uradowana mama stwierdziła, że zachowa je dla mnie, ponieważ "moda się zmienia, kiedyś powróci szał na poprzednie dekady". Grzecznie potakując, w głowie układałam już sobie wymówki na przyszłość.

 
Jak to w życiu bywa, ponownie przyszedł czas na przegląd szafy. Dokopawszy się w jej najbardziej odległe zakątki, trafiłam na torbę, którą dzisiaj wam pokazuję, tzw. "konduktorkę". Już miałam odłożyć ją na bok, jednak po chwili wahania zaczęłam się jej uważnie przyglądać. 'W sumie nie jest taka zła" - pomyślałam. Ale jak to ja, od razu zaczęłam szukać nowych problemów: a to kolor za jasny, a to ramię nieodpowiedniej długości, a to niewiele się w niej zmieści. Marudziłam, marudziłam, aż pewnego dnia przełamałam się. Kto by się spodziewał? Nagle ot tak odcień okazał się w porządku, a sama torba o wiele bardziej pojemna, niż by się mogła wydawać. W ten oto sposób rzecz, która na początku była moim wrogiem, stała się dodatkiem, bez którego od kilku dni nie ruszam się z domu... ;)

 
ph. Radek R.
 

Tuesday, 1 July 2014

ANNFFASHION's 1st Anniversary!

Within Temptation feat. Piotr Rogucki - Whole World Is Watching
 

 
'Don't look back. You're not going that way...'
 

A więc to już rok... Rok, od kiedy założyłam tego bloga. Stało się to 1 lipca 2013 roku.
 
Czy nadal czerpię radość z prowadzenia bloga?
Przyznam szczerze, że zawsze dawał mi on satysfakcję, pomimo że niekiedy nie miałam czasu na sesje czy dodawanie nowych postów. Niejednokrotnie obiecywałam poprawę, jednak w końcu zaniedbywałam go. Bywało, że zwyczajnie brakowało mi motywacji. Jednak dziś, gdy mija równo rok, otrzymałam potężną dawkę energii oraz zapał do działania. Moją głowę przepełniły pomysły i mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować.
 
Jakie opinie słyszałam na temat bloga?
Jak zapewne łatwo się domyśleć, nigdy nie usłyszałam negatywnych słów na temat mojego bloga prosto w oczy. Oczywiście, zdarzały się tzw. "hejty" na asku, które akurat mnie śmieszyły. Kiedyś przypadkiem dowiedziałam się od bliskiej mi osoby, co moi dawni znajomi mówili na ten temat. I szczerze mówiąc, to właśnie te słowa mnie bolały. Ale właśnie w takich momentach dostawałam najmilsze komentarze od czytelników, które wywoływały uśmiech na mojej twarzy, sprawiając że ból natychmiast znikał. Ponadto, ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że niektórzy znajomi naprawdę polubili mojego bloga.
 
 
Dlaczego założyłam bloga?
Pamiętam że to był pierwszy poniedziałek wakacji, tuż po zakończeniu gimnazjum. Był to czas, kiedy chciałam odciąć się od przeszłości, od niektórych znajomych. Nie chodziło w tym o udowodnienie niczego nikomu, jeśli już to raczej samej sobie. Zależało mi na tym, aby odnaleźć samą siebie. I z perspektywy czasu widzę, że udało mi się to. I nie pozostaje to tylko w kwestii bloga, on był jednym z czynników, które mi to umożliwiły.
 
Jak blog zmienił się przez ten rok?
Obecnie blog wygląda tak, jak miał wyglądać z założenia. Przede wszystkim modowy. Na początku zdarzały się inne posty, co mnie samą nie do końca zadowalało. Przez pierwszych kilka miesięcy zdjęcia robiła mi przyjaciółka, później nawiązałam krótką współpracę z młodymi fotografami z mojego miasta. Od miesiąca czy dwóch zdjęcia na bloga robi mi kuzyn. Przemiana bloga jest widoczna nie tylko na zdjęciach (ich jakość, mój styl), ale w pewien sposób również w tym, co piszę i w jaki sposób to przekazuję.
 
Co dało mi prowadzenie bloga?
Tak jak wspomniałam wcześniej, ułatwił mi on odnalezienie siebie, swojego stylu i pasji. I mówię tu również o samej fotografii, o pasji do której przypomniał mi właśnie blog. Dzięki temu poznałam ciekawych ludzi - zarówno fotografów, jak i gdyńskie bloggerki. Do tego miałam możliwość uczestniczyć w różnych wydarzeniach, np. otwarciu Sinsay'a w Rivierze czy Galerii Bałtyckiej w Gdańsku.
 
Jakie mam marzenia związane z blogiem?
Przede wszystkim chciałabym prowadzić go możliwie najdłużej, rozwijać go, nieustannie coś ulepszać. Życzyłabym sobie, aby wciąż dawał mi tyle satysfakcji co teraz albo i więcej. I ostatnie, ale równie ważne, jeśli nie ważniejsze - zadowolenie Was, czytelników :)


ph. Radek R.
 
| Facebook | Lookbook | Instagram |